Strona www
Głosuj
Głosy: ...

Hanna Brzezińska

  • Ubrania
  • Kurtki / płaszcze/okrycia wierzchnie
  • Sukienki
  • Spódnice
  • Bluzki / koszulki
  • Spodnie
  • Tuniki
  • Dodatki
  • Torebki / Torby
  • Czapki / Kapelusze
  • DIY
  • Akcesoria
  • Home & Decor
  • Inne
SZCZECIN, Polska

O mnie

Szycie to dla mnie możliwość odreagowania dnia codziennego, twórczego wyżycia się….. ale i niezależność oraz chęć kreowania charakteryzującego mnie wizerunku. Dzięki szyciu materializuje swoje marzenia i się tym dzielę - co wyraża się potem w moim osobistym szyciowym rozwoju, ale również we wspaniałych relacjach z ludźmi, podobnie zakręconymi na szycie jak ja. Moim marzeniem jest „zarażać” tą moją pasją wszystkich tych, którzy szukają sposobu na siebie i czują bakcyla szyciowego. Prowadząc Fanpage na Facebook'u „Mam Kota na Szycie”  i konto na Instagramie o tej samej nazwie – pokazuje, że można mieć fajne hobby oraz to, że tworzenie własnych ubrań jest możliwe i daje dużo radochy.

Na ile mi czas pozwala udzielam się w grupach szyciowych, spiesząc ze wsparciem potrzebującym, motywując i cieszę się jak dziecko kiedy widzę jak społeczność szyciowa się rozwija, patrząc na postępy tych, którzy niedawno zaczynali. Uwielbiam patrzeć na to co tworzą amatorzy i profesjonaliści krawiectwa, fascynuje mnie indywidualizm pomysłów i to że każdy może tworzyć swój wizerunek jeżeli tylko chce się nauczyć szyć.

Szyję od nie pamiętam kiedy .... I właściwie nie wiem co spowodowało, że zaczęłam szyć. Czy to dlatego, że znalazłam sobie fajne zajęcie, żeby się nie nudzić….. czy może „zabawa” igłą i nitką materializowała moje jeszcze wtedy dziecięce marzenia i uzmysłowiła, że potrafię. Urodziłam się w latach 70-tych i brakowało mi zabawek – więc przy pomocy igły i nitki "dziergałam" sobie różne zwierzątka (niestety nie było cyfrówek - rodzice nie uważali za istotne dokumentować moich dziecięcych “arcydzieł” na kliszach, zatem brak dowodów).  Potem obszywałam swoje lalki, które dzięki temu miały lepsze kreacje niż Grażyna Torbicka w Sopocie (ścinek tkanin miałam mnóstwo – bo po sąsiedzku mieszkała krawcowa).

Pierwszą sukienkę dla siebie uszyłam jak kończyłam 3 klasę SP – pod kierunkiem instruktora w Pałacu Młodzieży w Szczecinie. To było w latach osiemdziesiątych w ramach kursu „Kroju i szycia”, na którym byłam najmłodszym rodzynkiem. Na kurs ten uczęszczałam jeszcze kolejny rok szyjąc drugą sukienkę. Zdobywając jako dziecko skromne podstawy załapałam bakcyla i potem to już poszło… następna sukienka i potem bluzka i płaszcz, żakiet ect.

Jak zaczynałam szyć nie marzyłam o byciu krawcową, czy projektantem mody, nie wybrałam tego kierunku nauki – bo bardziej kręciły mnie rachunki (kończyłam ekonomię) :) …. szkół/kursów dla hobbystów nie było, nie było Youtube – były tylko mniej lub bardziej zrozumiałe książki ......... no i ukochana BURDA.

W latach 80-tych dużą trudnością był brak niemal wszystkiego: materiałów, wkładów odzieżowych, zamków, guzików. Obecnie trudno to sobie nawet wyobrazić. Paradoksalnie dzięki temu sama się nauczyłam wszelkich krawieckich trików jakie obecnie stosuję. Bo najwięcej informacji o tajnikach krawieckich wyciągnęłam prując stare, szyte przez zawodowych krawców ubrania (bo dobre tkaniny były tylko z odzysku). Tym sposobem miałam możliwość sprawdzenia jak gotowe ubrania zostały wykończone, analizując cały proces od podszewki. Prucie starych rzeczy to duża wartość dodana: ma się materiał na nowy ciuch, darmową dedukcję „jak to jest zrobione” i wprawę w pruciu – bezcenne ;) Dodatkowy plus tego był też taki, że od początku uczyłam się szyć z tkanin…. bo o dresówce to można było zapomnieć - była nie do kupienia.

Były też czasy, kiedy rozważałam czy szycie powinno być moją drogą zawodową, ale przypadło to na trudny czas transformacji ustrojowej w Polsce, który dla branży tekstylnej był dość trudny. Jeszcze na studiach krótko pracowałam jako przedstawiciel handlowy dla krakowskiego przedsiębiorstwa ALPHA, próbując sprzedawać zamki błyskawiczne dla producentów odzieży. W tym czasie byłam świadkiem jak branża odzieżowa w regionie, w którym mieszkam zwija się i marnieje. Jak porównam ceny materiałów wtedy a dziś biorąc pod uwagę możliwości nabywcze, to pod tym względem teraz jest o wiele wiele łatwiej. Gorzej też było z różnorodnością materiałów i dostępem do dodatków krawieckich – to jeszcze było przed internetowym boomem. Jednak do pełnego przekonania, że nie chcę szyć pod czyjeś „dyktando” był incydent, kiedy dostałam w 1999 roku zlecenie jako podwykonawca, aby uszyć stroje dla ½ Chóru Politechniki Szczecińskiej. Upewniłam się, że szycie z pasją jest wtedy, kiedy szyję się z zamiarem zmaterializowania tego co ma się w głowie, a nie tego co narzucają Ci inni.

Szycie bez wątpienia jest dla mnie odskocznią od codzienności, sposobem na znalezienie równowagi i dystansu,  twórczego wyżycia się - wspaniały relaks, satysfakcja z pokonania trudności, a co za tym idzie nauka i rozwój..... i tak zupełnie po ludzku też zaspokojenie chciejstwa na nowe ciuchy, możliwość wyrażenia siebie i tym samym niezależność - ale jak tak się głębiej zastanowię to obok tego wszystkiego, możliwość dzielenia się tymi szyciowymi wrażeniami z tak pozytywnie zakręconymi osobami na szycie jak ja i nawiązywanie relacji jest wartością niebywałą i bardzo dla mnie ważną - o jakiej jeszcze kilka lata temu bym nawet nie pomyślała.

Bez wątpienia istotnym momentem w moim życiu/szyciu było odważenie się pokazania innym co tworzę. Przedtem myślałam sobie, że takie demonstrowanie sukienek, jest przynajmniej nieskromne – co w zakorzenionych stereotypach naszej mentalności ma złą konotacje. Dopiero przypadek sprawił, że się przełamałam. Na jednym ze szkoleń (w związku z moją pracą zawodową) trener, podczas indywidualnej rozmowy powiedział mi, że jak opowiadam o swoim hobby to mam taką siłę pozytywnej energii, że on sam by z chęcią spróbował, co w tym szyciu jest takiego niesamowitego. A potem z żalem skwitował, że szkoda, że tego nie prezentuje, że to nie ładnie, że się nie dzielę i nie inspiruję….. i (tych słów nigdy nie zapomnę) „Jak ktoś będzie chciał oglądać Cię w sukienkach to będzie robił to z chęcią, a jak nie to po prostu nie odwiedzi Twojego Fanpage’a…. zaufaj ludziom”.

I nagle, bo już po 4 miesiącach od czasu, kiedy mój fanpage na FB się kulał, odezwała się do mnie właścicielka  „Akademii Szycia” – szkoły dla dzieci i hobbystów w Szczecinie, którzy chcą nauczyć się szyć. Powiedziała mi, że jej kursantki męczyły ją, żeby mnie zapytała, czy nie chciałabym poprowadzić paru szkoleń – bo chętnie nauczyły by się ode mnie tych detali (!!!!) – i do tej pory, współpracuje z tą szkołą. A potem nagroda za zajęcie III miejsca w konkursie „Złote nożyce 2017” – byłam bardzo zaskoczona – bo to był moment, kiedy ledwo co zaczęłam prezentować to co potrafię….. A to wszystko razem to możliwości spotkania się z ludźmi jakich znałam dotychczas tylko w sieci – ludzi zakochanych w szyciu tak jak ja, ich osobowości historie i sposobność dzielenia się z nimi wrażeniami - to było dla mnie takie niebywałe i tak bardzo pozytywne przeżycie.

Każda z uszytych przeze mnie rzeczy ma w sobie jakieś elementy wyzwań, treningów czy sprawdzianów własnych możliwości - jest wartością dodaną w postaci własnoręcznie stworzonego ubrania – satysfakcja i radość, że myśli „się stają”. W tym moim szyciu od zawsze najważniejsza była jakość wykonania i wszystko co się z tym wiąże tj. projekt możliwy w realizacji, umiejętność precyzyjnego krojenia, doświadczenie w użyciu wkładów odzieżowych, uszycie, dopasowanie…. a pomiędzy tym prasowanie, dużo prasowania (do dziś się zastanawiam, że szycie nazywa się "szycie" a nie "prasowanie").

I w ten sposób tworzę swój własny wizerunek. Nie mam na celu konkurowania z projektantami w kreowaniu mody. „Project Runway” to nie JA …. moje szycie to chęć dążenia do ideału kroju, uczenie się, pokonywanie własnych barier – to raczej jak w ubóstwianym programie „The Great British Sewing Bee”. Proza życia…. ograniczenia czasowe poprzez prace na etacie i potrzeby dnia codziennego skłaniają mnie do tworzenia przede wszystkim dobrze uszytej własnej garderoby, w której bez skrępowana czuję się sobą i kobieco, odpowiedniej do pracy w biurze, na spotykania z przyjaciółmi, czy na randkę z mężem. A w wolnym czasie spełniam się przy ukochanym hobby z nożyczkami przy maszynie aby wyszaleć się kreatywnie i być samowystarczalną – czyli niezależną od sieciówek i konieczności łażenia po sklepach – bo na to szkoda czasu kiedy maszyna czeka ;)

 

 

O mnie

Szycie to dla mnie możliwość odreagowania dnia codziennego, twórczego wyżycia się….. ale i niezależność oraz chęć kreowania charakteryzującego mnie wizerunku. Dzięki szyciu materializuje swoje marzenia i się tym dzielę - co wyraża się potem w moim osobistym szyciowym rozwoju, ale również we wspaniałych relacjach z ludźmi, podobnie zakręconymi na szycie jak ja. Moim marzeniem jest „zarażać” tą moją pasją wszystkich tych, którzy szukają sposobu na siebie i czują bakcyla szyciowego. Prowadząc Fanpage na Facebook'u „Mam Kota na Szycie”  i konto na Instagramie o tej samej nazwie – pokazuje, że można mieć fajne hobby oraz to, że tworzenie własnych ubrań jest możliwe i daje dużo radochy.

Na ile mi czas pozwala udzielam się w grupach szyciowych, spiesząc ze wsparciem potrzebującym, motywując i cieszę się jak dziecko kiedy widzę jak społeczność szyciowa się rozwija, patrząc na postępy tych, którzy niedawno zaczynali. Uwielbiam patrzeć na to co tworzą amatorzy i profesjonaliści krawiectwa, fascynuje mnie indywidualizm pomysłów i to że każdy może tworzyć swój wizerunek jeżeli tylko chce się nauczyć szyć.

Szyję od nie pamiętam kiedy .... I właściwie nie wiem co spowodowało, że zaczęłam szyć. Czy to dlatego, że znalazłam sobie fajne zajęcie, żeby się nie nudzić….. czy może „zabawa” igłą i nitką materializowała moje jeszcze wtedy dziecięce marzenia i uzmysłowiła, że potrafię. Urodziłam się w latach 70-tych i brakowało mi zabawek – więc przy pomocy igły i nitki "dziergałam" sobie różne zwierzątka (niestety nie było cyfrówek - rodzice nie uważali za istotne dokumentować moich dziecięcych “arcydzieł” na kliszach, zatem brak dowodów).  Potem obszywałam swoje lalki, które dzięki temu miały lepsze kreacje niż Grażyna Torbicka w Sopocie (ścinek tkanin miałam mnóstwo – bo po sąsiedzku mieszkała krawcowa).

Pierwszą sukienkę dla siebie uszyłam jak kończyłam 3 klasę SP – pod kierunkiem instruktora w Pałacu Młodzieży w Szczecinie. To było w latach osiemdziesiątych w ramach kursu „Kroju i szycia”, na którym byłam najmłodszym rodzynkiem. Na kurs ten uczęszczałam jeszcze kolejny rok szyjąc drugą sukienkę. Zdobywając jako dziecko skromne podstawy załapałam bakcyla i potem to już poszło… następna sukienka i potem bluzka i płaszcz, żakiet ect.

Jak zaczynałam szyć nie marzyłam o byciu krawcową, czy projektantem mody, nie wybrałam tego kierunku nauki – bo bardziej kręciły mnie rachunki (kończyłam ekonomię) :) …. szkół/kursów dla hobbystów nie było, nie było Youtube – były tylko mniej lub bardziej zrozumiałe książki ......... no i ukochana BURDA.

W latach 80-tych dużą trudnością był brak niemal wszystkiego: materiałów, wkładów odzieżowych, zamków, guzików. Obecnie trudno to sobie nawet wyobrazić. Paradoksalnie dzięki temu sama się nauczyłam wszelkich krawieckich trików jakie obecnie stosuję. Bo najwięcej informacji o tajnikach krawieckich wyciągnęłam prując stare, szyte przez zawodowych krawców ubrania (bo dobre tkaniny były tylko z odzysku). Tym sposobem miałam możliwość sprawdzenia jak gotowe ubrania zostały wykończone, analizując cały proces od podszewki. Prucie starych rzeczy to duża wartość dodana: ma się materiał na nowy ciuch, darmową dedukcję „jak to jest zrobione” i wprawę w pruciu – bezcenne ;) Dodatkowy plus tego był też taki, że od początku uczyłam się szyć z tkanin…. bo o dresówce to można było zapomnieć - była nie do kupienia.

Były też czasy, kiedy rozważałam czy szycie powinno być moją drogą zawodową, ale przypadło to na trudny czas transformacji ustrojowej w Polsce, który dla branży tekstylnej był dość trudny. Jeszcze na studiach krótko pracowałam jako przedstawiciel handlowy dla krakowskiego przedsiębiorstwa ALPHA, próbując sprzedawać zamki błyskawiczne dla producentów odzieży. W tym czasie byłam świadkiem jak branża odzieżowa w regionie, w którym mieszkam zwija się i marnieje. Jak porównam ceny materiałów wtedy a dziś biorąc pod uwagę możliwości nabywcze, to pod tym względem teraz jest o wiele wiele łatwiej. Gorzej też było z różnorodnością materiałów i dostępem do dodatków krawieckich – to jeszcze było przed internetowym boomem. Jednak do pełnego przekonania, że nie chcę szyć pod czyjeś „dyktando” był incydent, kiedy dostałam w 1999 roku zlecenie jako podwykonawca, aby uszyć stroje dla ½ Chóru Politechniki Szczecińskiej. Upewniłam się, że szycie z pasją jest wtedy, kiedy szyję się z zamiarem zmaterializowania tego co ma się w głowie, a nie tego co narzucają Ci inni.

Szycie bez wątpienia jest dla mnie odskocznią od codzienności, sposobem na znalezienie równowagi i dystansu,  twórczego wyżycia się - wspaniały relaks, satysfakcja z pokonania trudności, a co za tym idzie nauka i rozwój..... i tak zupełnie po ludzku też zaspokojenie chciejstwa na nowe ciuchy, możliwość wyrażenia siebie i tym samym niezależność - ale jak tak się głębiej zastanowię to obok tego wszystkiego, możliwość dzielenia się tymi szyciowymi wrażeniami z tak pozytywnie zakręconymi osobami na szycie jak ja i nawiązywanie relacji jest wartością niebywałą i bardzo dla mnie ważną - o jakiej jeszcze kilka lata temu bym nawet nie pomyślała.

Bez wątpienia istotnym momentem w moim życiu/szyciu było odważenie się pokazania innym co tworzę. Przedtem myślałam sobie, że takie demonstrowanie sukienek, jest przynajmniej nieskromne – co w zakorzenionych stereotypach naszej mentalności ma złą konotacje. Dopiero przypadek sprawił, że się przełamałam. Na jednym ze szkoleń (w związku z moją pracą zawodową) trener, podczas indywidualnej rozmowy powiedział mi, że jak opowiadam o swoim hobby to mam taką siłę pozytywnej energii, że on sam by z chęcią spróbował, co w tym szyciu jest takiego niesamowitego. A potem z żalem skwitował, że szkoda, że tego nie prezentuje, że to nie ładnie, że się nie dzielę i nie inspiruję….. i (tych słów nigdy nie zapomnę) „Jak ktoś będzie chciał oglądać Cię w sukienkach to będzie robił to z chęcią, a jak nie to po prostu nie odwiedzi Twojego Fanpage’a…. zaufaj ludziom”.

I nagle, bo już po 4 miesiącach od czasu, kiedy mój fanpage na FB się kulał, odezwała się do mnie właścicielka  „Akademii Szycia” – szkoły dla dzieci i hobbystów w Szczecinie, którzy chcą nauczyć się szyć. Powiedziała mi, że jej kursantki męczyły ją, żeby mnie zapytała, czy nie chciałabym poprowadzić paru szkoleń – bo chętnie nauczyły by się ode mnie tych detali (!!!!) – i do tej pory, współpracuje z tą szkołą. A potem nagroda za zajęcie III miejsca w konkursie „Złote nożyce 2017” – byłam bardzo zaskoczona – bo to był moment, kiedy ledwo co zaczęłam prezentować to co potrafię….. A to wszystko razem to możliwości spotkania się z ludźmi jakich znałam dotychczas tylko w sieci – ludzi zakochanych w szyciu tak jak ja, ich osobowości historie i sposobność dzielenia się z nimi wrażeniami - to było dla mnie takie niebywałe i tak bardzo pozytywne przeżycie.

Każda z uszytych przeze mnie rzeczy ma w sobie jakieś elementy wyzwań, treningów czy sprawdzianów własnych możliwości - jest wartością dodaną w postaci własnoręcznie stworzonego ubrania – satysfakcja i radość, że myśli „się stają”. W tym moim szyciu od zawsze najważniejsza była jakość wykonania i wszystko co się z tym wiąże tj. projekt możliwy w realizacji, umiejętność precyzyjnego krojenia, doświadczenie w użyciu wkładów odzieżowych, uszycie, dopasowanie…. a pomiędzy tym prasowanie, dużo prasowania (do dziś się zastanawiam, że szycie nazywa się "szycie" a nie "prasowanie").

I w ten sposób tworzę swój własny wizerunek. Nie mam na celu konkurowania z projektantami w kreowaniu mody. „Project Runway” to nie JA …. moje szycie to chęć dążenia do ideału kroju, uczenie się, pokonywanie własnych barier – to raczej jak w ubóstwianym programie „The Great British Sewing Bee”. Proza życia…. ograniczenia czasowe poprzez prace na etacie i potrzeby dnia codziennego skłaniają mnie do tworzenia przede wszystkim dobrze uszytej własnej garderoby, w której bez skrępowana czuję się sobą i kobieco, odpowiedniej do pracy w biurze, na spotykania z przyjaciółmi, czy na randkę z mężem. A w wolnym czasie spełniam się przy ukochanym hobby z nożyczkami przy maszynie aby wyszaleć się kreatywnie i być samowystarczalną – czyli niezależną od sieciówek i konieczności łażenia po sklepach – bo na to szkoda czasu kiedy maszyna czeka ;)