Strona www
Głosuj
Głosy: ...

Beata Kiliszewska-Adamiak

  • Kurtki / płaszcze/okrycia wierzchnie
  • Sukienki
  • Marynarki
  • Bluzy
  • Spódnice
  • Sportowe
  • Swetry / kardigany
  • Bluzki / koszulki
  • Spodnie
  • Tuniki
  • Kamizelki
  • Akcesoria
Kętrzyn, Polska

O mnie

5 lat temu założyłam blog o nazwie "Szyję... bo kocham i potrafię" bo dokładnie odzwierciedla mnie samą, moje spojrzenie na krawiectwo, na którym dzielę się radością tworzenia. I w sumie od tego się zaczęło... pojawiłam się w sieci, moze z małą obawą jak zostanę przyjęta. Bo nie ma co ukrywać, jestem dojrzałą kobietą i pokazywanie siebie na zdjęciach było największą barierą, ale jakoś poszło. Znalazłam szybko grono czytelniczek i czytelników, mnóstwo nowych poznanych osób dało mi do zrozumienia, że to była najlepsza decyzja w moim życiu jeżeli chodzi o szycie. Odpisywanie na e-maile z poradami jak coś zrobić stało się codziennością ale i tez olbrzymią przyjemnością, bo czuję się potrzebna w sferze krawieckiej. Kiedy otrzymuje wiadomości, ze ktoś dzięki mnie zaczął szyć, to się wzruszam, bo tzn, że mam wpływ i to dobry na otaczającą mnie rzeczywistość.

Przynależność do różnych grup szyciowych, obserwowanie dopiero zaczynających przygodę z szyciem a także możliwośc pomocy, dodaje skrzydeł, mobilizuje i motywuje do dalszego rozwoju i jeszcze większego kroku na przód. Krawiectwo zawsze miało olbrzymie znaczenie w moim życiu, ale teraz wiem, że wybrałam najlepiej jak mogłam i poszłam w dobrą stroną.

A jak to było ze mną, jakie były moje poczatki...

Jako dziecko, nie wiedziałam kim chcę zostać w przyszłości. Byłam z tych niezdecydowanych, co chcą raz być nauczycielką, raz policjantką a jeszcze innym razem muzykiem, stąd może posiadanie kilku umiejętności adekwatnych do moich zachcianek. Jednak gdzies po drodze pojawiło się jeszcze jedno zainteresowanie... tworzenie ze ścinków i kawałków tkanin, ubranek dla posiadanych wtedy 2 lalek. Chociaż lalki to nie był mój konik, świetnie słuzyły mi bardziej za modelki, dla których mogłam tworzyć a nie do zabawy. Kiedy podrosłam i lalki poszły w odstawkę, w odstawkę poszło również szycie na kilka dobrych lat do momentu pójścia do szkoły średniej... niestety nie zwiazanej zupełnie z krawiectwem a z pracą nauczyciela. Wtedy już jako nastolatka, zainteresowana siłą rzeczy modą i własny wyglądem postanowiłam uszyć coś dla siebie. Pamiętam, że był to komplet z flanelowych pieluch (trudne czasy z jeszcze trudniejszym dostępem do takich dobroci jak tkaniny) jakaś rozkloszowana spódnica i prosta bluzka, która i tak wzbudzała zachwyt wśród koleżanek. No i poszło... Przestudiowałam zapiski mojej mamy z jakiegoś kółka krawieckiego i stwierdziłam, że coś w tym jest :) zaczęło się od prostych rzeczy, mówię o szyciu na maszynie, komplet uszyłam ręcznie :D jakieś zasłony dla mamy... a później prosta spódnica z własnych wymiarów i łyknęłam... łyknęłam na dobre i łykam do dziś :D

Skrupulatnego i dokładnego szycia nauczyłam się z Burdą i to jeszcze z tą po niemiecku, a czego tam nie znalazłam odkryłam sama metodą prób i błędów ale jak to mówią dla chcącego nic trudnego. Pracowałam jako nauczyciel a po godzinach szyłam i doskonaliłam warsztat. W końcu doszłam do wniosku, ze praca nauczyciela nie daje mi żadnej satysfakcji i ją porzuciłam...

... i poświeciłam się szyciu. Spod mojej igły wyszło tyle kreacji, że nawet nie jestem w stanie zliczyć i chyba niektórych nawet nie pamiętam, minęło tyle czasu. Co mogę powiedzieć... że szyjąc tyle lat krawiectwo odkrywam za kazdym razem kiedy powstaje pod stopką mojej maszyny kolejna nowa rzecz, szycie daje mi tyle satysfakcji i radości a jednocześnie motywacji do ciagłego poznawania i doskonalenia.

O mnie

5 lat temu założyłam blog o nazwie "Szyję... bo kocham i potrafię" bo dokładnie odzwierciedla mnie samą, moje spojrzenie na krawiectwo, na którym dzielę się radością tworzenia. I w sumie od tego się zaczęło... pojawiłam się w sieci, moze z małą obawą jak zostanę przyjęta. Bo nie ma co ukrywać, jestem dojrzałą kobietą i pokazywanie siebie na zdjęciach było największą barierą, ale jakoś poszło. Znalazłam szybko grono czytelniczek i czytelników, mnóstwo nowych poznanych osób dało mi do zrozumienia, że to była najlepsza decyzja w moim życiu jeżeli chodzi o szycie. Odpisywanie na e-maile z poradami jak coś zrobić stało się codziennością ale i tez olbrzymią przyjemnością, bo czuję się potrzebna w sferze krawieckiej. Kiedy otrzymuje wiadomości, ze ktoś dzięki mnie zaczął szyć, to się wzruszam, bo tzn, że mam wpływ i to dobry na otaczającą mnie rzeczywistość.

Przynależność do różnych grup szyciowych, obserwowanie dopiero zaczynających przygodę z szyciem a także możliwośc pomocy, dodaje skrzydeł, mobilizuje i motywuje do dalszego rozwoju i jeszcze większego kroku na przód. Krawiectwo zawsze miało olbrzymie znaczenie w moim życiu, ale teraz wiem, że wybrałam najlepiej jak mogłam i poszłam w dobrą stroną.

A jak to było ze mną, jakie były moje poczatki...

Jako dziecko, nie wiedziałam kim chcę zostać w przyszłości. Byłam z tych niezdecydowanych, co chcą raz być nauczycielką, raz policjantką a jeszcze innym razem muzykiem, stąd może posiadanie kilku umiejętności adekwatnych do moich zachcianek. Jednak gdzies po drodze pojawiło się jeszcze jedno zainteresowanie... tworzenie ze ścinków i kawałków tkanin, ubranek dla posiadanych wtedy 2 lalek. Chociaż lalki to nie był mój konik, świetnie słuzyły mi bardziej za modelki, dla których mogłam tworzyć a nie do zabawy. Kiedy podrosłam i lalki poszły w odstawkę, w odstawkę poszło również szycie na kilka dobrych lat do momentu pójścia do szkoły średniej... niestety nie zwiazanej zupełnie z krawiectwem a z pracą nauczyciela. Wtedy już jako nastolatka, zainteresowana siłą rzeczy modą i własny wyglądem postanowiłam uszyć coś dla siebie. Pamiętam, że był to komplet z flanelowych pieluch (trudne czasy z jeszcze trudniejszym dostępem do takich dobroci jak tkaniny) jakaś rozkloszowana spódnica i prosta bluzka, która i tak wzbudzała zachwyt wśród koleżanek. No i poszło... Przestudiowałam zapiski mojej mamy z jakiegoś kółka krawieckiego i stwierdziłam, że coś w tym jest :) zaczęło się od prostych rzeczy, mówię o szyciu na maszynie, komplet uszyłam ręcznie :D jakieś zasłony dla mamy... a później prosta spódnica z własnych wymiarów i łyknęłam... łyknęłam na dobre i łykam do dziś :D

Skrupulatnego i dokładnego szycia nauczyłam się z Burdą i to jeszcze z tą po niemiecku, a czego tam nie znalazłam odkryłam sama metodą prób i błędów ale jak to mówią dla chcącego nic trudnego. Pracowałam jako nauczyciel a po godzinach szyłam i doskonaliłam warsztat. W końcu doszłam do wniosku, ze praca nauczyciela nie daje mi żadnej satysfakcji i ją porzuciłam...

... i poświeciłam się szyciu. Spod mojej igły wyszło tyle kreacji, że nawet nie jestem w stanie zliczyć i chyba niektórych nawet nie pamiętam, minęło tyle czasu. Co mogę powiedzieć... że szyjąc tyle lat krawiectwo odkrywam za kazdym razem kiedy powstaje pod stopką mojej maszyny kolejna nowa rzecz, szycie daje mi tyle satysfakcji i radości a jednocześnie motywacji do ciagłego poznawania i doskonalenia.