782236747
Głosuj
Głosy: ...

Maria Brandys

  • Ubrania
  • Dodatki
  • DIY
  • Ubrania dziecięce
Kraków, Polska
Kraków

O mnie

Najpierw żona, pozniej matka. Trochę kucharka i trochę sprzątaczka ;) później znowu matka i tak koło się zapętla. 

Gdzieś pomiędzy tym wszystkim krawcowa z miłości, nie z potrzeby.

Pierwsze ciuchy powstały, kiedy miałam coś między 9, a 10 lat. Mama pilnowala swojego Łucznika jak oka w głowie przed szóstką dzieciaków, więc ręczne szycie igła i nitka opanowałam wówczas do dziecięcej perfekcji ;) A ubrania po starszych siostrach miały potencjał, było co "ulepszać" ;) Pamiętam, że moje pierwsze spodnie mialy na udzie ogromną, złotą gwiazdę, która naszywałam złota nicią wykradzioną z kuferka mamy, tą samą która mama haftowała aureole świętych. I to były wyjątkowe spodnie. Nie pamiętam co się z nimi później stało, pewnie przekazałam je kolejnej siostrze w kolejce. ALE dzisiaj (gdybym wciąż ważyła 35 kilo i widziała się w łazienkowym lustrze tylko stojąc na palcach) ubralabym je i chyba wciąż nie wstydzilabym się wyjść w nich z  domu ;)

20 lat później mama pożyczyła mi swojego Łucznika pierwszy raz. Tak się bałam zepsuć maszynę mamy, chowaną przede mną przez całe życie, że ze strachu ją... zepsułam. I tu najciekawszy element mojej szyciowej historii  ;) znalazlam przypadkiem pana, ktory prosił o buty, bo nie miał. Zaprosiłam pana do domu, znalazlam 2 pary butów męża, w ktorych dawno go nie widzialam  ;) a pan, ktory przyszedl po buty przyniósł mi w zamian maszynę do szycia- Elnę z 1952 roku. Kochałam ją z wzajemnością, aż mąż  kupił mi pół roku pozniej cos nowszego ;)

I tak się wszystko zaczęło. Jak się skończy? ;)

O mnie

Najpierw żona, pozniej matka. Trochę kucharka i trochę sprzątaczka ;) później znowu matka i tak koło się zapętla. 

Gdzieś pomiędzy tym wszystkim krawcowa z miłości, nie z potrzeby.

Pierwsze ciuchy powstały, kiedy miałam coś między 9, a 10 lat. Mama pilnowala swojego Łucznika jak oka w głowie przed szóstką dzieciaków, więc ręczne szycie igła i nitka opanowałam wówczas do dziecięcej perfekcji ;) A ubrania po starszych siostrach miały potencjał, było co "ulepszać" ;) Pamiętam, że moje pierwsze spodnie mialy na udzie ogromną, złotą gwiazdę, która naszywałam złota nicią wykradzioną z kuferka mamy, tą samą która mama haftowała aureole świętych. I to były wyjątkowe spodnie. Nie pamiętam co się z nimi później stało, pewnie przekazałam je kolejnej siostrze w kolejce. ALE dzisiaj (gdybym wciąż ważyła 35 kilo i widziała się w łazienkowym lustrze tylko stojąc na palcach) ubralabym je i chyba wciąż nie wstydzilabym się wyjść w nich z  domu ;)

20 lat później mama pożyczyła mi swojego Łucznika pierwszy raz. Tak się bałam zepsuć maszynę mamy, chowaną przede mną przez całe życie, że ze strachu ją... zepsułam. I tu najciekawszy element mojej szyciowej historii  ;) znalazlam przypadkiem pana, ktory prosił o buty, bo nie miał. Zaprosiłam pana do domu, znalazlam 2 pary butów męża, w ktorych dawno go nie widzialam  ;) a pan, ktory przyszedl po buty przyniósł mi w zamian maszynę do szycia- Elnę z 1952 roku. Kochałam ją z wzajemnością, aż mąż  kupił mi pół roku pozniej cos nowszego ;)

I tak się wszystko zaczęło. Jak się skończy? ;)